Niesamowity Świat Dysku

Wybrane Cytaty autor Terry Pratchett

- Uuk - powtórzył bibliotekarz, energicznie machając zgiętymi w łokciach rękami.
- Przefrunęły?
-Uuk.
- Potrafią latać?
- Uuk - kiwną} głową bibliotekarz.
- To musiało robić wrażenie... Chciałbym to kiedyś zobaczyć.
- Uuk.
Czarorodzicielstwo

Brutha żałośnie popatrzył w ciemność.
Z tyłu pożary w Efebie zlały się w małą pomarańczową iskierkę.
- Mogę powiedzieć tylko to, co pamiętam — rzekł.
-Już po nas - stwierdził Om.
- Może od razu wyrzuć mnie za burtę, co? Ten zakuty łeb chce nas zabrać z powrotem do Omni.
Symonia w zadumie potarł dłonią podbródek.
Pomniejsze Bóstwa

-Tak.

- OCZYWIŚCIE.
-Jasne.
- Skoro tak twierdzisz.
Brata Strażnicę opanowało dziwne uczucie, że coś się tu nie zgadza, chociaż nie potrafiłby określić, co właściwie.
- Ehm - chrząknął.
- Bracia?
Oni także poruszyli się niespokojnie.
STRAŻ! STRAŻ!

- Tak, Marco.
- A mimo wszystko pokonałem ich! - Nagle rozejrzał się przytomniej i mina mu zrzedła.
- Uważasz mnie za szalonego kunga, prawda?
- Przez grzeczność nie...
- Jestem dumny z tego, że jestem człowiekiem! Pamiętaj o tym.
A co do reszty... to, że jest się paranoikiem, nie znaczy, że Oni nie próbują cię dostać.
Kin spoglądała w ślad za nim, gdy podchodził do załogi, bojąc się wszystkiego oprócz fizycznego niebezpieczeństwa.
Był tak samo ludzki jak tygrys.
Silver tymczasem obejrzała garkotłuka - maszyna nie była uszkodzona, ale plastykowa obudowa... nigdy już nie będzie sobą.
Gdy wioślarze wrócili do wioseł, Kin wyjęła ze skafandra zestaw narzędzi i zabrała się do badania smoczego ścierwa.
Zestaw był nieduży, ale wszechstronny.
Kosmonauci pozostawieni samym sobie na obcych planetach musieli dzięki niemu przeżyć lata.
Kilku przeżyło.
Zaczęła od skalpela.
Chwilę później sięgnęła po multidłuto.
Dysk

W ostatniej chwili powstrzymał się przed dodaniem „proszę”.
Tak jak mówił Pismire, wojsko przyzwyczajone było do słuchania rozkazów, nie do myślenia.
jak ktoś na żołnierza wrzeszczał, to pewnie miał do tego prawo, czyli należało go słuchać.
– Tego... oficerowie też zabici.
Najstarszy rangą to sierżant Careus.
Jak jeszcze żyje, znaczy się, bo został ranny.
– Prowadź do niego! Natychmiast!
Wojak spojrzał na Snibrila i widać było, że usilnie próbuje zaprząc mózg do pracy, ale nie ruszył się z miejsca.
– Powiedziałem: zaprowadzić do sierżanta! – ryknął Snibril.
– Tak jest! – Mózg widać zaskoczył, bo żołnierz zasalutował, zrobił w tył zwrot i pomaszerował jak na paradzie.
Dotarli do siedzącego na zwalonym włosie wojaka w średnim wieku, masywnej postury, bladego i z ręką na temblaku.
Ani postawa żołnierza, ani widok Snibrila niespecjalnie wzruszyły siedzącego.
– Sierżant Careus z XV Legionu – przedstawił się – a raczej z tego, co zostało z Legionu.
Dywan

Bierz się do dzieła.
Quelcamisoatl był z jakiegoś powodu bardzo nieszczęśliwy.
Ehm – zaczął.
– Chcesz, panie, żebym się naprawdę, no, zmaterializował To znaczy osobiście pojawił na miejscu?
Tak!
Oj...
Eryk